poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 31

Od autorki: Napisałam jeszcze jeden, bo się strasznie nudzę. Nareszcie ferie! U kogo jeszcze nie ma ferii? To współczuję. Żartuję haha. Nie wiem co mnie naszło, ale teraz ciągle w kółko słucham Take Me To Church. Cudowna piosenka <3 Dobra to nie przedłużam, ale zaczynam pisanie.

Enjoy! <3

*Oczami osoby trzeciej*

Louis zamarł gdy zobaczył to, co po prostu zobaczył. A był to oczywiście Harry.
Nie kto inny jak tylko on. We własnej osobie.
Louis jak najszybciej do niego podbiegł. Leżał na podłodze, cały zmarznięty, przemoknięty i Louisowi wydawało się, że był pijany. Bardzo pijany.

- Harry! Co..co ty robisz?! - krzyknął.
- Ziiiiiimno miii - przeciągał Hazz.- przytuuuuuul się do mniee Looou.
- Poczekaj przyniosę jakiś koc. - powiedział i odszedł szepcąc - Jezu, Jezu, Jezu...
- Doooobrze!
- Nie krzycz menelu bo pobudzisz wszystkich! Już mnie zbudziłeś!
- Aaaaa saam krzyczyyysz!
- Zamknij się!

W czasie gdy Louis poszedł po koc, Harry próbował wstać. Tak, gdzieś 5 razy próbował, aż w końcu wstał. Próbował podejść do kanapy, ale tuż przed nią upadł.

- Nie ruszaj się stąd gówniarzu - powiedział spokojnym głosem Louis.
- Ja cii zaraz daam gówniaarzu, Bo jak ja zaraz wstanę...
- Tak, ty wstaniesz. Już to widzę. - zaśmiał się Louis i pomógł Harry'emu przenieść się na kanapę.
- Uduuszę cię Louis! - odparł H.
- Paliłeś?! Harry paliłeś!
- Ja?! Co?! Nie! - zaprzeczał, chociaż Louis wiedział, że kłamie.
- Harry nie kłam! Wiem, że paliłeś! Nie zaprzeczaj bo wiem! Wali od ciebie papierosami! Harry!
- Shh... Nie krzycz bo pobudzisz wszystkich. Kochaaanie przyytul mnie...
- Jeden raz. - uśmiechnął się i przytulił się do H. Tęsknił za tym.
- Może być drugii?
- No dobrze, ale to tylko ze względu na to, że cię kocham wiesz? - oznajmił. A raczej trochę zapytał.
- Wieem. Chceeesz ze mną spaaać? - zaciągał Harry.
- Nie mogę kochanie. Nie zmieścimy się tutaj we dwójkę. Wiesz co? Spróbuję Cię przenieść do sypialni, a ja się prześpię tutaj, dobrze? Musisz się wygrzać. - uśmiechnął się Lou.
- Ugh... No dobrze... Ale dlaczego nie będziesz ze mną spał, Louis... - spuścił głowę przygnębiony Harry.
- Chcę, żebyś miał więcej kołdry dla siebie. Bo wiesz jaki ja jestem, zaraz ci całą zabiorę, więc się chyba nie opłaca, wiesz?
- To co że zabierzesz mi całą kołdrę... Ja się do Ciebie przytulę i będzie mi ciepło... Prooooszę Looouis...
- Harry, jesteś pijany. Bardzo pijany. Musisz się wyspać. Zobacz. jest już za piętnaście czwarta nad ranem, a ty jeszcze nie śpisz. Porozmawiamy na ten temat jutro. - powiedział Louis, a Harry już nie zaprzeczał. Po prostu dał się wziąć na ręce, a Louis zaniósł go do sypialni. Potem poszedł na dół z powrotem do salonu, położył się na kanapie i zasnął.

*Dalsza część oczami Louisa*

Obudziłem się o 9.15. W domu śmierdziało alkoholem i papierosami. Nie to, że nie palę, ale śmierdzi tu papierosami, jakby ktoś je teraz stał i palił.
Miałem przeczucie, że to nie kto inny jak Harry. Bo to przecież od niego wczoraj waliło dymem papierosowym.
Na szczęście to był tylko Zayn. Chwila. To on w ogóle wrócił do domu?! Czyli Liam i Niall też tu są.

***

Niechętnie wygramoliłem się z łóżka i poszedłem wprost do kuchni, by zrobić sobie coś do jedzenia.
Postanowiłem zrobić sobie tosty. Tak po prostu. Nie miałem ochoty robić sobie większego śniadania.
O nie.
Przypomniałem sobie. My o 10.30 mamy wywiad.
O kurwa. No to mam przejebane.
Wszyscy mają przejebane, bo wszyscy o nim zapomnieli.
Natychmiast pobiegłem do pokoju gdzie był Zayn. 
Poprosiłem go, by zwołał resztę chłopaków na dół. Oprócz Harry'ego. Sam to zrobię. Delikatniej, jeśli można tak to ująć.
- LIAAAM! NIAALL!! POBUDKAA! ZEBRANIE NA DOLEE!!! - krzyczał Zayn.
- Zayn zamknij mordę! Nie budź Harry'ego! 
- Doobra...
Wszyscy zebrali się na dole po 10 minutach. Nie wołałem Hazzy, wolałem mu to powiedzieć sam.

- Słuchajcie. Czy wy o czymś nie zapomnieliście? - zacząłem.
- Ale o czym, Louis? - spytał Niall.
- Na prawdę nie wiecie? 
- No, nie Louis nie przedłużaj i mów! - krzyknął Liam.
- Zamknij się Liam i nie budź loczka. - powiedziałem z zaciśniętymi zębami - A więc pozwólcie że odpowiem na wasze pytanie. Wiecie co dzisiaj będzie o 10.30 ?
- No co? - odparł Zayn.
- Wywiad. Kolejny pieprzony wywiad. Więc macie 45 minut żeby się ogarnąć. Więc do roboty, a ja idę do Harry'ego.
- Tak jest panie kapitanie - zaśmiał się Horan. Potem wszyscy porozchodzili się. Zayn do kuchni, Liam do łazienki, a Niall? Niall został. Postanowił poczekać aż zwolni się łazienka. Ja oczywiście poszedłem do Harry'ego. Do Harry'ego, dla którego oczywiście baaaaardzo bolała głowa. Bardzo.

-Kochanie, pobudka... - szepnąłem. - wstawaj kotku, nie zdążymy...
- Zamknij się Loouis...
- Czemu? Harry? - spytałem podejrzliwie.
- Czego chcesz, Jezu... - fuknął obrażony. Obrażony? A może zbyt bardzo bolała go głowa. Sam nie wiem.
- Harry co piłeś. - powiedziałem stanowczo. Harry nawet nie raczył się odwrócić w moją stronę. O co mu chodziło? Przecież wczoraj ( znaczy dzisiaj nad ranem) było wszystko w porządku.
- Gówno piłem, nie interesuj się. - odparł. Boże, co mu było.
- Harry? - podsunąłem się do niego. Od razu wyczułem zapach alkoholu. - piłeś. Powiedz mi co piłeś.
- Ja pierdolę Louis! Nic nie piłem! - krzyknął i od razu chwycił się za głowę. Tak myślałem. Pił. Dużo pił. Znałem go lepiej niż on siebie sam i wiem że pił.
- Harry piłeś. Wali od ciebie wódką. Harry czemu kłamiesz. - powiedziałem spokojnie.
- Kurwa Louis wyjdź stąd bo nie ręczę za siebie. - krzyknął. Znowu. Ale tym razem jeszcze powstrzymywał swoje ręce. Próbował przynajmniej.
- Harry o co ci chodzi?
- Wynoś się stąd - powiedział na co ja pokręciłem przecząco głową. - Wypierdalaj stąd Louis Jezu czego nie rozumiesz! - krzyknął i znowu złapał się za głowę.
- Zrobisz mi coś? - zaśmiałem się. - No właśnie.
- A chcesz się założyć Louis?
- No to dajesz.
- Wkurwiłeś mnie Louis. Na prawdę mnie wkurwiłeś. Nie wytrzymam. - powiedział i uderzył mnie. Uderzył mnie. On mnie UDERZYŁ. Pięścią. Pięścią prosto w oko. Nie. Nie wierzę. Nie wierzę po prostu. Mój Harry, mój Harry mnie uderzył. Skrzywdził mnie.
- Za co to było Harry!
- Usłyszałeś w poprzedniej mojej wypowiedzi. Czego nie rozumiesz w słowie "wynoś się"? - zapytał groźnie. Ojj bardzo groźnie. Ja tylko spuściłem głowę i moją otwartą dłoń przyłożyłem do podbitego oka. To musiało wyglądać strasznie. - Co może jeszcze raz chcesz dostać? Tym razem w drugie oko? Co?! Chcesz?!
- Harry uspokój się. - powiedziałem wręcz płaczącym głosem - błagam Harry uspokój się.
- Nie układaj mi życia kurwa Louis! Pojebało cię?! - krzyknął i znowu mnie uderzył. Tym razem otwartą dłonią prosto w prawy policzek. - Już?! Zrozumiałeś polecenie?!
- T..t..tak. - płakałem. Płakałem, ja płakałem.
- To teraz wynocha! - krzyknął pokazując palcem na drzwi.
- Ale my mamy wywiad Harry!
- Gówno mnie obchodzi wywiad! Wynoś się stąd! Nie pójdę i to samo! - krzyknął. Po tych słowach obróciłem się w stronę drzwi i wyszedłem. Wyszedłem z płaczem. Harry mnie uderzył. Uderzył mnie dwa razy. Co mu zrobiłem, Jezu.
Ale ja wiedziałem co w niego wstąpiło. Wódka w niego wstąpiła. Albo coś jeszcze, niekoniecznie w płynie. Przecież waliło od niego wódką! Żywą wódką! Boże, co za człowiek. Ledwo w następnym roku ( czyli już niedługo) będzie miał 21 lat, a już tak pije. No okej, rozumiem. Trzeba się napić czasami, ale już bez przesady, żeby bić własnego męża?! Nawet ja się w życiu nigdy tak nie napiłem. Na swojej 18-stce też.

- Louis!!! - ktoś krzyknął. To Zayn. - William! Tommo!
- Przestań go tak nazywać Zayn! - krzyknął ktoś. Harry. Oczywiście że on.
- Zamknij się Harry, nie krzyczę do Ciebie tylko do Louisa! BooBear! - kontynuował.
- Co, Zayn chcesz! - odkrzyknąłem.
- Gdzie leżą twoje spodnie!!!
- Na chuja ci moje spodnie?! - zaśmiałem się.
- No właśnie na to! - jeszcze głośniej zaśmiał się Zayn.

Usłyszałem jak otwierają się drzwi od pokoju, w którym był Harry. I kto wychodził?
Harry. On i tylko on we własnej osobie. Wiedziałem, że to nie skończy się dobrze, bo kiwał się na lewo i prawo ledwo trzymając się na nogach. Był pijany. Oczywiście jak zwykle miałem rację.

Podszedł do mnie do Zayna, chwytając go za koszulę i podciągając do góry. Bałem się. Znowu się bałem. On może skrzywdzić teraz każdego.

- Jeszcze raz będziesz z nim kurwa w taki sposób rozmawiał, to cię kurwa zabiję, rozumiesz?! - powiedział z zaciśniętymi zębami do Zayna.
- Kurwa Harry, przecież dotychczas Ci nie przeszkadzało. - odparł.
- A teraz przeszkadza. Pamiętaj kurwa, zabiję Cię.

Przełknąłem tylko ślinę. Dalej nie wiedziałem co się dzieje. Nic nie czułem. Traciłem równowagę ledwo trzymając się na nogach. Czułem, że odpływam. Wszystko stawało się zamazane. Słyszałem tylko jak ktoś krzyczy:
"Louis! Louis!"
ale słyszałem to tylko tak, jakby ktoś krzyczał to będąc w jakiejś rurze. Takie jakby echo.
Czułem jak jakieś silne nadgarstki łapią mnie, gdy padałem do tyłu. Potem nic. Kompletna cisza. Kompletna ciemność.