Od autorki: No trochę będzie się działo w tym rozdziale. Tamten słaby jak wszystkie ale cóż, co mam robić prawda? Cóż, raz się żyje. Mam nadzieję że dacie mi trochę motywacji c: Byłoby miło :) To chyba na tyle nie będę przedłużać. Love ya :*
Ostrzeżenie: W tym opowiadaniu znajdują się sceny miłości homoseksualnej, oraz przemocy seksualnej. Jeżeli masz słabe nerwy, nie czytaj tych fragmentów.
Louis był zachwycony tym, że już za parę minut on i Harry będą oficjalnie małżeństwem. Nie mógł uwierzyć. Zebrało się dużo gości. W tym Mama, tata siostry, dziadkowie, wujostwo, kuzynostwo i ogólnie prawie cała rodzina Louisa.
Harry nie zobaczył nikogo ze swojej rodziny. Zrobiło mu się trochę przykro.
Nawet bardzo. Z Louisa rodziny było bardzo dużo osób, a od niego "nikogo".
Wtedy coś zobaczył.
Jakby jego mama, Gemma i jego ojczym stali w bramie.
Myślał że mu się wydawało. Przetarł oczy ale to oni tam stali.
Harry nie chciał do nich podejść.
Nie po tym co między nimi zaszło.
Wtedy Louis poszedł do ołtarza.
Do Harry'ego dołączył tata Louisa.
Niezręczna sytuacja. Przynajmniej dla niego.
Ale tak już jest na każdym ślubie.
Harry doszedł już do Louisa.
Stanął naprzeciwko niego i patrzyli sobie głęboko w oczy.
Lottie przyniosła obrączki.
Rozpoczęli wymawianie przysięgi.
- Ja Louis William Tomlinson, ślubuję tobie miłość, wierność. Będę cię zawsze kochał całym sercem. Nigdy cię nie opuszczę aż do śmierci, kochanie. - łzy napłynęły mu do oczu, gdy zakładał obrączkę na palec Harry'ego.
- Ja Harry Edward Styles, ślubuję Ci...- ni dokończył gdyż usłyszał jakiś strzał. Zaczął się rozglądać ( jak wszyscy inni goście) wokół siebie. Usłyszał tylko głos jakiegoś mężczyzny.
- Nikt nie będzie tutaj niczego ślubował! A szczególnie ty Harry! - krzyczał wyciągając pistolet w kierunku H.
- Skąd znasz moje imię!
- Co nie pamiętasz jak się jeszcze ze mną pieprzyłeś?! Miałeś wtedy 15 lat!
- Nick?!
- Co, chcesz powtórki z rozrywki?! - powiedział Nick i podszedł do Harry'ego chwytając go za gardło i grożąc mu pistoletem.
Louis zamarł. Nie wiedział co się stanie. Goście również byli w szoku. Anne i Gemma szczególnie.
- Nie zrobisz tego. - sapnął Harry.
- A chcesz się założyć?! - krzyknął Nick i wymierzył mu cios w brzuch. Był na prawdę ostry, gdyż chłopak aż upadł na ziemię i łzy zaczęły spływać mu po policzkach.- A ty! - powiedział pokazując palcem na Louisa - masz wszystkich stąd wygonić. Bo jak nie to zabiję, najpierw jego, a potem ciebie, zrozumiałeś?!
- Tak, zrozumiałem. - skinął przerażony głową. - Drodzy goście, proszę wyjść stąd, proszę przejść do sali gdzie miało odbyć się wesele. Tam proszę czekać.
Goście natychmiastowo się rozeszli. Louis też miał iść ale Nick kazał mu zostać. W przeciwnym razie wiedział co się stanie.
- Słuchaj gówniarzu, najpierw chciałeś żebym cię pieprzył a teraz się żenisz z tym pedałem?! - krzyczał Nick.
- On nie jest pedałem! Sam dałeś mi jakieś prochy na pieprzenie a potem się czepiałeś że cię plecy bolą! Jesteś pieprzonym dupkiem!
- Słuchaj ty pedale mały, nie wolno tak mówić do wujka Nicka, chyba że chcesz coś innego...- powiedział cicho i zaczął powoli zbliżać swoją twarz, to twarzy Harry'ego. Jednak ten go od razu odepchnął.
- Odsuń się ty gwałcicielu!
- Coś ty powiedział? Ktoś tu się buntuje, och kochany. Niegrzeczny z ciebie chłopaczek. - powiedział i zaczął powoli zdejmować pasek od spodni Harry'ego. Harry zaczął się wiercić, przeklinać gdy Nick powoli zaczął zdejmować mu spodnie.
Louis nie mógł już wytrzymać tego widoku, jak jego "mąż" cierpi.
- Puść go ty pedofilu! - krzyknął.
- Ooh. Następny buntownik do kolekcji! To się dobrze składa! Chodź tutaj, chodź!
- Jeszcze czego! Masz go puścić!
- Jaki groźny, lubię takich... Chodź do nas chodź, nic ci nie będzie, spokojnie.
- Puść go.
- Bo co mi zrobisz? Zabijesz mnie? Powodzenia.- powiedział i wycelował pistoletem w Louisa.
- A żebyś wiedział.
- Louis...- westchnął Harry. - zostaw już go. On jest na prawdę groźny. Proszę cię. Zostaw go.
- Nie pozwolę żeby ktokolwiek krzywdził mojego loczka. Nikt i nigdy.
- Louis proszę!
- Nie proś.
- Louis jesteśmy z tobą. - powiedział Zayn, Liam i Niall. Louis odwrócił się do nich i uśmiechnął się niepewnie.
- No chodź tu do nas, ale najpierw, odłóż spluwę. Żeby było fair.
- A dlaczego miałoby być fair? - zapytał sarkastycznie Nick.
- Poddajesz się? - spytał Niall.
- Ależ skąd. Dobra, zgoda. Odłożę spluwę.
Wtedy rozpoczęła się walka na słowa. Rzucano różne przekleństwa, Harry aż nie chciał tego słuchać. Potem rozpoczęła się walka fizyczna. Louis, Niall, Liam i Zayn kontra Nick.
Harry nie mógł na to patrzeć. Postanowił wstać.
Ledwo podniósł się na nogi ale podszedł do Nicka, by zaatakować go od tyłu.
Jednak nie udało mu się tego zrobić.
Chciał już walnąć go w plecy jednak on złapał go za rękę, wykręcił ją z całej siły, a Harry jęknął bardzo głośno. Na prawdę. Potem kopnął go w tzw, "czułe miejsce" na co H. zaczął już zwijać się z bólu. Następnie zaczął bić jego twarz. Pięściami, z liścia, czym tylko się dało. Chłopak był już strasznie wyczerpany. Już prawie stracił przytomność, ale Nick wymierzył mu ostatni cios. Z całej siły kopnął go w plecy, na skutek czego, chłopak stracił przytomność. Nick uciekł zostawiając zespół sam.
- Boże Harry! - krzyknął Louis i natychmiast podbiegł do loczka. - boże... co on Ci zrobił... Harry odezwij się proszę... Harry - skończył i spuścił głowę. Z jego oczu zaczęły wypływać łzy...
- Wiesz co Louis? Może lepiej sprawdzimy czy on w ogóle żyje... - westchnął Liam.
- Czy żyje?! - krzyknął Lou.
- Wiesz. Po takich ciosach jakich zadał mu Nick, to raczej marne 10% osób może przeżyć. Mógł uszkodzić i kręgosłup i tyle narządów wewnętrznych, że na prawdę.
- Jezu...Boże...Dlaczego on! Dlaczego zawsze on musi tak cierpieć... - rozpłakał się Tommo. Na prawdę mocno płakał. Był tak roztrzęsiony że nie mógł złapać oddechu.
Wszystkim do oczu napływały łzy.
- Harry... Obudź się proszę... Proszę Harry! - zaczął trząść Harrym w tą i z powrotem.
- Auć! Moja ręka! - syknął znajomy głos. To był Harry.
- Boże Harry, ty żyjesz! - krzyknął Louis.
- Chyba. Nie wiem. Nie jestem pewien. Ręka mnie boli, i twarz, i krocze, i plecy i ogólnie cały jestem obolały...
- Kochanie... To dlatego że Nick cię pobił...
- Co? Jaki Nick?! - krzyknął zdenerwowany i próbował zerwać się z trawy lecz nie dał rady. - Auć!
- Kochanie spokojnie. Połóż się kotku dobrze? A ja ci wszystko wyjaśnię. Chłopaki możecie zostawić nas samych?
- Jasne.
- Kochanie. To ten Nick Grimshaw. Pieprzyłeś się z nim jak miałeś 15 lat. Kojarzysz?
- O boże... To znowu on... On jest psychiczny. Na prawdę. Dał mi jakiś proszek na pieprzenie, Louis wybacz mi proszę... Błagam...
- Kochanie, nie mam Ci czego wybaczać! Wiesz... Jesteśmy już małżeństwem...
- Ja mam obrączkę, ale ty nie masz...
Louis uśmiechnął się lekko. Wyjął z kieszeni obrączkę i podał ją Harry'emu.
- Proszę. Teraz nałóż mi ją na palec.
Harry zrobił to co powiedział mu Louis.
- Kocham cię Louis...- szepnął.
- Ja Ciebie też kochanie... - odpowiedział Louis i złączył ich usta w pocałunku. Długim pocałunku.
A tej całej sytuacji przyglądali się wszyscy zaproszeni goście.
Wszyscy bez wyjątku.
Nawet ojczym Harry'ego się odrobinę wzruszył.
- Oooooo - powiedzieli wszyscy zaproszeni.
- No co...- odparł z lekkim uśmieszkiem loczek.
Potem podeszła do nich mama Harry'ego. Nie wiedziała jak to zrobić więc nie owijając w bawełnę powiedziała:
- Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia kochani. Tobie synku szczególnie. Strasznie jesteś poobijany i powinien cię zobaczyć lekarz, ale poza tym to jesteś prześliczny. Dobrze że trafiłeś na Louisa, a ty Louis, bądź dla niego dobry.
- Dobrze pani Styles. Obiecuję.
- Proszę mów mi mamo. - uśmiechnęła się kobieta. - chyba że się nie zgadzasz Harry?
- Ugh...- sapnął. - Zgadzam się. Oczywiście że się zgadzam.
piątek, 16 stycznia 2015
Rozdział 28
Od autorki: Przepraszam was że aż tak długo pisałam 27 rozdział, ale sami wiecie. Szkoła się zaczęła pora wziąć się do roboty! Mam nadzieję że mi wybaczycie <3 Kocham :* x.
Ostrzeżenie: W opowiadaniu znajdują się sceny miłości homoseksualnej oraz sceny +18. Jeżeli masz słabe nerwy nie czytaj o tych scenach. W tym rozdziale ich nie ma aczkolwiek będą w następnych.
*Perspektywa Harry'ego*
Od samego rana trwają przygotowania do ślubu. Nie mogę uwierzyć że to już dzisiaj. To dzisiaj ja i Louis oficjalnie będziemy razem. Oficjalnie! Tak już bardzo oficjalnie! Nie wierzę, że to dzieje się na prawdę. Rodzice Louisa już tutaj są. Ode mnie z rodziny nie ma nikogo. Tak przynajmniej sądzę, bo nikogo nie widziałem - jeszcze.
Wszyscy biegają w tą i z powrotem i tylko z tekstami: "tylko nie pobrudź spodni!" "nie upaćkaj się niczym!" "nie rozwal włosów!"
Boże, to takie wkurzające. Wszyscy mówią Ci co masz robić.
Nienawidzę takiego zachowania.
Oni chyba tego nie wiedzą.
Ciekawe czy Louisa też tak ganiają.
Poszedłbym sprawdzić, ale oczywiście zamknęły moje drzwi i nie mogę wyjść.
Klucza nie mam, zamka od środka też nie posiadam.
Brawo dla nich.
Po prostu super.
Tylko słychać jak walą stopami o podłogę.
Aż się cała trzęsie.
Jezu! Nie bolą im te nogi?!
A co jeśli będę głodny? I tak nie pozwolą mi zjeść bo co? Bo na weselu się najem.
A co jeżeli będę potrzebował kibla?! Ach przepraszam do toalety. To nie nie pójdę bo sobie spodnie ubrudzę.
Jezu, jezu jezu! Gdybym wiedział że tak będzie, to na pewno bym się nie zgodził żeby oni tutaj przyjechali.
Wkurzyłem się. I to ostro.
- Louis! Louis! Pomocy! Help! - krzyczałem a zarazem śmiałem się cicho.
- Jezu Harry! Kochanie gdzie jesteś?! - krzyczał.
- W sy..sy..sy...- nie dokończyłem i zacząłem udawać że straciłem przytomność. Tak żeby wiecie, zaniepokoili się trochę o mnie.
- Harry!!! - krzyczał że myślałem że zedrze gardło. Matko, nie wiedziałem że on jest aż taki głośny!
Pobiegłem i stanąłem tylko w kącie pokoju. Usłyszałem tylko jak ktoś szarpie za klamkę, a potem wali w drzwi. Gdy usłyszałem że ktoś wkłada zamek do drzwi podszedłem trochę bliżej. Drzwi zaczęły się otwierać. Stanął w nich Louis oczywiście.
- A ty! - krzyknąłem przyciągając garnitur Louiego do siebie.
- Jezu Harry nic nie jest?! - krzyczał, a ja się tylko śmiałem.
- Yyy no nie jak widzisz. A coś ty taki zdziwiony?
- Harry. Przesadziłeś. Ja się dobijałem a ty mnie tutaj kurwa żartujesz?!
- Louis. Przed ślubem się nie rugamy! Nie wolno!
- Przestań dzieciaku.
- Dzieciaku?! - krzyknąłem.
- Mój dzieciaku.
- Twój?
- Mój.
- Na pewno? - kłóciłem się ( powiedzmy że to była kłótnia)
- Nie na niby. - odpowiedział.
- No skoro tak uważasz...- odwróciłem się i chciałem już iść w stronę łóżka ale coś mnie chwyciło za ramię.
- Żartuję chodź tu do mnie, no chodź. - no dobra. Podszedłem. Pocałował mnie w usta. Krótko. Za krótko jak dla mnie. Wolę takie dłuższe ale dobre i to.
- Kochanie. To jak gotowy? - zapytał mnie. Ja skinąłem głową pokazując mu że tak.
- Oczywiście. Jestem gotowy już odkąd zaczęliśmy być razem.
- Ohh nie bądź ty już taki... wiesz jaki.
- Tsaa. Wiem. Cholera spóźnimy się!
- Dobra idź się ubierz, ja będę powoli schodził.
Boże. To już za parę godzin ( na prawdę nie dużo) będziemy małżeństwem.
Nie wierzę.
Tak strasznie się cieszę.
Mam nadzieję że on też.
Mam nadzieję.
*Dalsza część ale już w perspektywie Louisa*
Słyszałem tylko jak jeszcze Harry biega na dole i krzyczy "Jakie buty! Gdzie te buty!"
To było śmieszne.
Bardzo śmieszne.
On miał taki jakiś głos.
Inny. Może to ze zdenerwowania?
Nie wiem sam już.
Ale pewnie tak.
W sumie to ja też jestem zestresowany.
A co jeżeli zapomnę co mam powiedzieć? Ale będzie wtopa.
A jak będę szedł do ołtarza i spadną mi spodnie? Wtedy to już w ogóle.
Boże denerwuję się.
Przyjechaliśmy tu żeby kręcić teledysk a bierzemy ślub.
Trudno. Takie życie.
Boże wszędzie krzyczą, Louis Louis nie zapomniałeś o tym, albo o tym.
I to samo z Harrym. Matko jaka męczarnia.
Jeszcze trochę a zwariujemy.
I on i ja.
-Harry!!! - krzyknąłem.
- Kochanie! Jestem jeszcze w domu!!
- Dobrze wiedzieć! Myślałem że do schroniska poszedłeś psy nakarmić.
Wtedy do pokoju wszedł Harry. Parę loczków spadało mu na czoło. Louisowi to nie przeszkadzało. Podobał mu się Harry w takim wydaniu.
- A chciałbyś żebym to zrobił? - zaśmiał się H.
- Jeżeli miałbyś na to ochotę to bym Ci chyba nie zabraniał.
- A co jeżeli teraz bym poszedł?
- To byś nie zdążył na ślub. Ups. Widzisz? Takie życie Haroldzie.
- No w sumie... Ile zostało nam jeszcze czasu? - zapytał.
- Eee. Godzina. - powiedziałem spoglądając na zegarek.
- To mało czasu! Przygotuj się kochanie, dobrze? - popatrzył się na mnie i zrobił oczy jak ten kot ze Shreka. Brr aż mnie ciarki przeszły. Nigdy nie widziałem go w takim wydaniu. Podobało mi się to.
- Postaram się wypaść jak najlepiej panie Styles. - powiedziałem "poważnie".
- Dobrze panie Tomlinson. A teraz nich założy pan buty i proszę za mną.
Bez wahania założyłem buty ( oczywiście te które miałem założyć na ślub) i wyszedłem za "panem Stylesem".
Poprowadził mnie do samochodu. Zawiózł mnie tam, gdzie miał się odbyć ślub.
- Harry? - zapytałem.
- Witaj na swoim ślubie kochanie. - powiedział spokojnym głosem po czym złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Ostrzeżenie: W opowiadaniu znajdują się sceny miłości homoseksualnej oraz sceny +18. Jeżeli masz słabe nerwy nie czytaj o tych scenach. W tym rozdziale ich nie ma aczkolwiek będą w następnych.
*Perspektywa Harry'ego*
Od samego rana trwają przygotowania do ślubu. Nie mogę uwierzyć że to już dzisiaj. To dzisiaj ja i Louis oficjalnie będziemy razem. Oficjalnie! Tak już bardzo oficjalnie! Nie wierzę, że to dzieje się na prawdę. Rodzice Louisa już tutaj są. Ode mnie z rodziny nie ma nikogo. Tak przynajmniej sądzę, bo nikogo nie widziałem - jeszcze.
Wszyscy biegają w tą i z powrotem i tylko z tekstami: "tylko nie pobrudź spodni!" "nie upaćkaj się niczym!" "nie rozwal włosów!"
Boże, to takie wkurzające. Wszyscy mówią Ci co masz robić.
Nienawidzę takiego zachowania.
Oni chyba tego nie wiedzą.
Ciekawe czy Louisa też tak ganiają.
Poszedłbym sprawdzić, ale oczywiście zamknęły moje drzwi i nie mogę wyjść.
Klucza nie mam, zamka od środka też nie posiadam.
Brawo dla nich.
Po prostu super.
Tylko słychać jak walą stopami o podłogę.
Aż się cała trzęsie.
Jezu! Nie bolą im te nogi?!
A co jeśli będę głodny? I tak nie pozwolą mi zjeść bo co? Bo na weselu się najem.
A co jeżeli będę potrzebował kibla?! Ach przepraszam do toalety. To nie nie pójdę bo sobie spodnie ubrudzę.
Jezu, jezu jezu! Gdybym wiedział że tak będzie, to na pewno bym się nie zgodził żeby oni tutaj przyjechali.
Wkurzyłem się. I to ostro.
- Louis! Louis! Pomocy! Help! - krzyczałem a zarazem śmiałem się cicho.
- Jezu Harry! Kochanie gdzie jesteś?! - krzyczał.
- W sy..sy..sy...- nie dokończyłem i zacząłem udawać że straciłem przytomność. Tak żeby wiecie, zaniepokoili się trochę o mnie.
- Harry!!! - krzyczał że myślałem że zedrze gardło. Matko, nie wiedziałem że on jest aż taki głośny!
Pobiegłem i stanąłem tylko w kącie pokoju. Usłyszałem tylko jak ktoś szarpie za klamkę, a potem wali w drzwi. Gdy usłyszałem że ktoś wkłada zamek do drzwi podszedłem trochę bliżej. Drzwi zaczęły się otwierać. Stanął w nich Louis oczywiście.
- A ty! - krzyknąłem przyciągając garnitur Louiego do siebie.
- Jezu Harry nic nie jest?! - krzyczał, a ja się tylko śmiałem.
- Yyy no nie jak widzisz. A coś ty taki zdziwiony?
- Harry. Przesadziłeś. Ja się dobijałem a ty mnie tutaj kurwa żartujesz?!
- Louis. Przed ślubem się nie rugamy! Nie wolno!
- Przestań dzieciaku.
- Dzieciaku?! - krzyknąłem.
- Mój dzieciaku.
- Twój?
- Mój.
- Na pewno? - kłóciłem się ( powiedzmy że to była kłótnia)
- Nie na niby. - odpowiedział.
- No skoro tak uważasz...- odwróciłem się i chciałem już iść w stronę łóżka ale coś mnie chwyciło za ramię.
- Żartuję chodź tu do mnie, no chodź. - no dobra. Podszedłem. Pocałował mnie w usta. Krótko. Za krótko jak dla mnie. Wolę takie dłuższe ale dobre i to.
- Kochanie. To jak gotowy? - zapytał mnie. Ja skinąłem głową pokazując mu że tak.
- Oczywiście. Jestem gotowy już odkąd zaczęliśmy być razem.
- Ohh nie bądź ty już taki... wiesz jaki.
- Tsaa. Wiem. Cholera spóźnimy się!
- Dobra idź się ubierz, ja będę powoli schodził.
Boże. To już za parę godzin ( na prawdę nie dużo) będziemy małżeństwem.
Nie wierzę.
Tak strasznie się cieszę.
Mam nadzieję że on też.
Mam nadzieję.
*Dalsza część ale już w perspektywie Louisa*
Słyszałem tylko jak jeszcze Harry biega na dole i krzyczy "Jakie buty! Gdzie te buty!"
To było śmieszne.
Bardzo śmieszne.
On miał taki jakiś głos.
Inny. Może to ze zdenerwowania?
Nie wiem sam już.
Ale pewnie tak.
W sumie to ja też jestem zestresowany.
A co jeżeli zapomnę co mam powiedzieć? Ale będzie wtopa.
A jak będę szedł do ołtarza i spadną mi spodnie? Wtedy to już w ogóle.
Boże denerwuję się.
Przyjechaliśmy tu żeby kręcić teledysk a bierzemy ślub.
Trudno. Takie życie.
Boże wszędzie krzyczą, Louis Louis nie zapomniałeś o tym, albo o tym.
I to samo z Harrym. Matko jaka męczarnia.
Jeszcze trochę a zwariujemy.
I on i ja.
-Harry!!! - krzyknąłem.
- Kochanie! Jestem jeszcze w domu!!
- Dobrze wiedzieć! Myślałem że do schroniska poszedłeś psy nakarmić.
Wtedy do pokoju wszedł Harry. Parę loczków spadało mu na czoło. Louisowi to nie przeszkadzało. Podobał mu się Harry w takim wydaniu.
- A chciałbyś żebym to zrobił? - zaśmiał się H.
- Jeżeli miałbyś na to ochotę to bym Ci chyba nie zabraniał.
- A co jeżeli teraz bym poszedł?
- To byś nie zdążył na ślub. Ups. Widzisz? Takie życie Haroldzie.
- No w sumie... Ile zostało nam jeszcze czasu? - zapytał.
- Eee. Godzina. - powiedziałem spoglądając na zegarek.
- To mało czasu! Przygotuj się kochanie, dobrze? - popatrzył się na mnie i zrobił oczy jak ten kot ze Shreka. Brr aż mnie ciarki przeszły. Nigdy nie widziałem go w takim wydaniu. Podobało mi się to.
- Postaram się wypaść jak najlepiej panie Styles. - powiedziałem "poważnie".
- Dobrze panie Tomlinson. A teraz nich założy pan buty i proszę za mną.
Bez wahania założyłem buty ( oczywiście te które miałem założyć na ślub) i wyszedłem za "panem Stylesem".
Poprowadził mnie do samochodu. Zawiózł mnie tam, gdzie miał się odbyć ślub.
- Harry? - zapytałem.
- Witaj na swoim ślubie kochanie. - powiedział spokojnym głosem po czym złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Rozdział 27
Samolot wzniósł się już na prawdę wysoko. Harry'ego ogarnęło jeszcze większe przerażenie. Był jak małe dziecko, gdy zobaczy potwora. Nie wiedział co będzie dalej, czy nic się nie stanie mu, Louisowi i ich dziecku. H. nie wiedział co myśleć, czy będzie dobrze, czy źle, czy będą jakieś komplikacje, czy nie będzie. A Darcy? Jak to mała dziewczynka. Spała sobie. Louis też już przysypiał. A Harry? Nie wiedział co ma robić. W końcu minęło 30 minut i Harry również zasnął. Jednak nie na długo. Usłyszał głos stewardessy. Szybko zbudził Louisa i mówił:
- Obudź się, mówią coś!
Louis zerwał się z fotela. Nie wiedział co się stało, że Harry go tak gwałtownie zaczął budzić. Wtedy stewardessa kończyła swoją wypowiedź.
- Drodzy pasażerowie, witamy w Los Angeles. Za chwilę lądujemy.
Harry ucieszył się, że to nie było nic poważnego. Myślał że są jakieś komplikacje. Ale na szczęście nic z tych rzeczy. Zaczął bardzo cicho "krzyczeć" ze szczęścia i szarpał Louisa mówiąc:
- Lądujemy, nic nam nie jest Louis!
- I czego ty się tak bałeś no... Dobra chyba już lądujemy. Weź bagaż i nie zapomnij o córce. - zaśmiał się Lou.
Minęły 2 minuty. Louis i Harry wychodzą z samolotu. Harry oczywiście razem z Darcy w nosidełku. Ledwo przecisnęli się przez wyjście, ale w końcu zdołali wyjść.
Wyszli na zewnątrz, odetchnęli świeżym powietrzem, a na lotnisku czekał na nich Zayn, a wraz z nim Liam i Niall. Louis i Harry się ucieszyli. Liam wyglądał na zaskoczonego.
- Yyy, Harry? - zapytał. - czyje to dziecko?
- Moje dziecko. A co?
- Masz dziecko?!
- Tak, mam. - oznajmił z uśmiechem.
Wtedy Louis szturchnął go w ramię.
- Nie żartuję! To dziecko będzie grało główną rolę w teledysku! - krzyknął H.
- Ale nas nabrałeś! - zaśmiał się Li. - Co nie chłopaki?
- T..t..tak. Ha ha ale się uśmieliśmy. - odparli wystraszeni.
Po tym krótkim wspólnym dialogu chłopcy udali się do hotelu, gdzie mieli zamieszkać na czas kręcenia teledysku.
Hotel był jak w marzeniach. Telewizor prawie 60 calowy. Duże łóżko, cała szafka słodyczy i innego jedzenia. Można było zamówić sobie własną obsługę. Duży basen, jaccuzzi i sauna. Pokój oraz specjalnie wybudowany brodzik, dla dzieci oczywiście. Harry był zachwycony, Louis trochę mniej, a Darcy? Darcy nie mogła oderwać wzroku od szafki ze słodyczami.
Harry zaczął się rozpakowywać. Louis poszedł na recepcję.
- I co? Widzisz. Taka mała a już taka gwiazda - szepnął Harry do Darcy.
Darcy tylko popatrzyła się na "mamusię" i uśmiechnęła się lekko. Potem z powrotem swój wzrok zwróciła ku swojej nowej zabawce.
Minęło około 10 minut. Louis wrócił już do pokoju. Wzruszył się odrobinę, patrząc jak Harry bawi się nową zabaweczką razem z ich córką.
- Ale słodko razem wyglądacie... - zaśmiał się.
Harry tylko odwrócił do niego głowę uśmiechając się szeroko. Louis podszedł do nich powoli przytulając się do Hazzy.
- Dobrze, że tu jesteś - szepnął do ucha H. Lou. - Ale teraz posłuchaj mnie uważnie. Mam propozycję.
- Um no dobrze. Jaką? - zaciekawił się Harry.
- Posłuchaj. Doszedłem do wniosku, że po co czekać do ślubu aż będziemy z powrotem w Anglii. Nie chciałem sam tego ustalać ale pomyślałem nad tym, by wziąć ślub tutaj.
- Oszalałeś?! - krzyknął Harry.
- Wiedziałem że tak będzie.
- I co jak byśmy powiedzieli o tym Liamowi?! Przecież on jeszcze nic o nas nie wie! - syknął H.
- T..t..tak w zasadzie to on już wie... - spuścił głowę Lou.
- Że co? Kto mu o tym powiedział?
- No wiesz. Nie chciałem już tego ukrywać. Sam go o tym poinformowałem.
- I co on na to?
- Życzył nam szczęścia - zaśmiał się Louis.
- A co z rodziną? Mam na myśli twoich rodziców itp.
- A co z twoimi rodzicami? - rozszerzył oczy Louis.
- Ja już nie mam rodziców.
- Harry co ty wygadujesz. Przestań tak mówić. - krzyknął Louis.
- A co może kłamię? Ojciec? Ojca nie ma. Matka? Co jeszcze może swojego brata mam zaprosić?! Chyba raczej podziękuję.
- A Gemma?
- Gemma nie przyjedzie.
- Czemu tak sądzisz? - zaciekawił się Louis.
- Straszna kłótnia. Ona mnie już nienawidzi. Nie mam po co dzwonić. Za to ty zaproś swoich rodziców. Oni na pewno się zgodzą. - lekko uśmiechnął się Harry.
- Skoro tak mówisz...- spuścił głowę - Ale chwila. Kiedy będzie ten ślub? - dodał.
Harry wytrzeszczył oczy. Nie mieli jeszcze nic zaplanowanego. Nawet nie znają się zbyt dobrze na tym mieście, a oni już chcą robić wesele. Nikogo tu jeszcze nie znają.
-W...w..wiesz. Wtedy gdy przyjedzie twoja rodzina!
- To to i ja wiem Harry. Ja mówię poważnie.
- Ja też! Zaproś ich! Niech przyjadą za... um... tydzień!
- Ale musimy jeszcze zarezerwować i księdza i salę. Harry...
- Wiem! Mam pomysł! Zajmę się wszystkim! Ty dzwoń do rodziców.
- Jak chcesz. - kiwnął głową Louis.
Harry powoli wstał z łóżka by nie obudzić Darcy ( która już oczywiście musiała zasnąć) .
- Chwila chłoptasiu. Dokąd się wybierasz? - zaśmiał się L..
- A nie powiem. Muszę coś załatwić. Ważnego. Bardzo ważnego. Na prawdę.
- Tajemnica rozumiem?
- Oczywiście że tak. Wszyscy mogą się o niej dowiedzieć. Oprócz Ciebie. - szeroko uśmiechnął się Loczek.
- Aha. Więc o to chodzi. Dobra to idź już, ale tym razem masz uważać na siebie. Nigdy nie byłem jeszcze w szpitalu poza Anglią i nie mam zamiaru go odwiedzać.
- Postaram się być ostrożny. Do zobaczenia BooBear!
- Żegnaj Harry. Już tęsknię. Nie odchodź ode mnie. Błagam! - śmiał się Louis.
- Zobaczymy zobaczymy. Dobra spadam. Cześć.
Harry wyszedł z apartamentu, a Louis zaczął już powoli się nudzić. Ni to spać ni to leżeć. W telewizji nie ma nic ciekawego. Darcy śpi. Tak, to by chociaż się z nią pobawił.
Minęło dopiero 15 minut a Louis już zaczął się niepokoić o Hazzę.
"Gdzie on jest! Gdzie!" krzyczał w myślach.
Minęło kolejne 15 minut. Loczka nie ma. Louis już coraz bardziej zaczął się denerwować.
W końcu po godzinie Harry zjawił się z powrotem w ich pokoju.
- Harry! Wróciłeś! Nie zostawiłeś mnie! - śmiał się Louis i podbiegł do Harry'ego by go mocno (na prawdę mocno) przytulić.
- O boże! - krzyknął Harry.
- Co boże?! Gdzie boże?! Jest tu jakiś boże?!
- Za mocno ściskasz mnie głupku!
- Oh sorry. - zaśmiał się L. - Gdzie byłeś?
- No bo wiesz... - mówił nawijając jeden ze swoich loczków na palca - bo ktoś musi załatwić coś ze ślubem więc, wszystko jest już zaplanowane! Mam nadzieję że już dzwoniłeś do rodziców? Prawda?
- Tak oczywiście! Harry! Będziesz najlepszym mężem ever! - krzyknął składając lekki pocałunek na policzku Hazzy.
- Wiem Louis.
- Obudź się, mówią coś!
Louis zerwał się z fotela. Nie wiedział co się stało, że Harry go tak gwałtownie zaczął budzić. Wtedy stewardessa kończyła swoją wypowiedź.
- Drodzy pasażerowie, witamy w Los Angeles. Za chwilę lądujemy.
Harry ucieszył się, że to nie było nic poważnego. Myślał że są jakieś komplikacje. Ale na szczęście nic z tych rzeczy. Zaczął bardzo cicho "krzyczeć" ze szczęścia i szarpał Louisa mówiąc:
- Lądujemy, nic nam nie jest Louis!
- I czego ty się tak bałeś no... Dobra chyba już lądujemy. Weź bagaż i nie zapomnij o córce. - zaśmiał się Lou.
Minęły 2 minuty. Louis i Harry wychodzą z samolotu. Harry oczywiście razem z Darcy w nosidełku. Ledwo przecisnęli się przez wyjście, ale w końcu zdołali wyjść.
Wyszli na zewnątrz, odetchnęli świeżym powietrzem, a na lotnisku czekał na nich Zayn, a wraz z nim Liam i Niall. Louis i Harry się ucieszyli. Liam wyglądał na zaskoczonego.
- Yyy, Harry? - zapytał. - czyje to dziecko?
- Moje dziecko. A co?
- Masz dziecko?!
- Tak, mam. - oznajmił z uśmiechem.
Wtedy Louis szturchnął go w ramię.
- Nie żartuję! To dziecko będzie grało główną rolę w teledysku! - krzyknął H.
- Ale nas nabrałeś! - zaśmiał się Li. - Co nie chłopaki?
- T..t..tak. Ha ha ale się uśmieliśmy. - odparli wystraszeni.
Po tym krótkim wspólnym dialogu chłopcy udali się do hotelu, gdzie mieli zamieszkać na czas kręcenia teledysku.
Hotel był jak w marzeniach. Telewizor prawie 60 calowy. Duże łóżko, cała szafka słodyczy i innego jedzenia. Można było zamówić sobie własną obsługę. Duży basen, jaccuzzi i sauna. Pokój oraz specjalnie wybudowany brodzik, dla dzieci oczywiście. Harry był zachwycony, Louis trochę mniej, a Darcy? Darcy nie mogła oderwać wzroku od szafki ze słodyczami.
Harry zaczął się rozpakowywać. Louis poszedł na recepcję.
- I co? Widzisz. Taka mała a już taka gwiazda - szepnął Harry do Darcy.
Darcy tylko popatrzyła się na "mamusię" i uśmiechnęła się lekko. Potem z powrotem swój wzrok zwróciła ku swojej nowej zabawce.
Minęło około 10 minut. Louis wrócił już do pokoju. Wzruszył się odrobinę, patrząc jak Harry bawi się nową zabaweczką razem z ich córką.
- Ale słodko razem wyglądacie... - zaśmiał się.
Harry tylko odwrócił do niego głowę uśmiechając się szeroko. Louis podszedł do nich powoli przytulając się do Hazzy.
- Dobrze, że tu jesteś - szepnął do ucha H. Lou. - Ale teraz posłuchaj mnie uważnie. Mam propozycję.
- Um no dobrze. Jaką? - zaciekawił się Harry.
- Posłuchaj. Doszedłem do wniosku, że po co czekać do ślubu aż będziemy z powrotem w Anglii. Nie chciałem sam tego ustalać ale pomyślałem nad tym, by wziąć ślub tutaj.
- Oszalałeś?! - krzyknął Harry.
- Wiedziałem że tak będzie.
- I co jak byśmy powiedzieli o tym Liamowi?! Przecież on jeszcze nic o nas nie wie! - syknął H.
- T..t..tak w zasadzie to on już wie... - spuścił głowę Lou.
- Że co? Kto mu o tym powiedział?
- No wiesz. Nie chciałem już tego ukrywać. Sam go o tym poinformowałem.
- I co on na to?
- Życzył nam szczęścia - zaśmiał się Louis.
- A co z rodziną? Mam na myśli twoich rodziców itp.
- A co z twoimi rodzicami? - rozszerzył oczy Louis.
- Ja już nie mam rodziców.
- Harry co ty wygadujesz. Przestań tak mówić. - krzyknął Louis.
- A co może kłamię? Ojciec? Ojca nie ma. Matka? Co jeszcze może swojego brata mam zaprosić?! Chyba raczej podziękuję.
- A Gemma?
- Gemma nie przyjedzie.
- Czemu tak sądzisz? - zaciekawił się Louis.
- Straszna kłótnia. Ona mnie już nienawidzi. Nie mam po co dzwonić. Za to ty zaproś swoich rodziców. Oni na pewno się zgodzą. - lekko uśmiechnął się Harry.
- Skoro tak mówisz...- spuścił głowę - Ale chwila. Kiedy będzie ten ślub? - dodał.
Harry wytrzeszczył oczy. Nie mieli jeszcze nic zaplanowanego. Nawet nie znają się zbyt dobrze na tym mieście, a oni już chcą robić wesele. Nikogo tu jeszcze nie znają.
-W...w..wiesz. Wtedy gdy przyjedzie twoja rodzina!
- To to i ja wiem Harry. Ja mówię poważnie.
- Ja też! Zaproś ich! Niech przyjadą za... um... tydzień!
- Ale musimy jeszcze zarezerwować i księdza i salę. Harry...
- Wiem! Mam pomysł! Zajmę się wszystkim! Ty dzwoń do rodziców.
- Jak chcesz. - kiwnął głową Louis.
Harry powoli wstał z łóżka by nie obudzić Darcy ( która już oczywiście musiała zasnąć) .
- Chwila chłoptasiu. Dokąd się wybierasz? - zaśmiał się L..
- A nie powiem. Muszę coś załatwić. Ważnego. Bardzo ważnego. Na prawdę.
- Tajemnica rozumiem?
- Oczywiście że tak. Wszyscy mogą się o niej dowiedzieć. Oprócz Ciebie. - szeroko uśmiechnął się Loczek.
- Aha. Więc o to chodzi. Dobra to idź już, ale tym razem masz uważać na siebie. Nigdy nie byłem jeszcze w szpitalu poza Anglią i nie mam zamiaru go odwiedzać.
- Postaram się być ostrożny. Do zobaczenia BooBear!
- Żegnaj Harry. Już tęsknię. Nie odchodź ode mnie. Błagam! - śmiał się Louis.
- Zobaczymy zobaczymy. Dobra spadam. Cześć.
Harry wyszedł z apartamentu, a Louis zaczął już powoli się nudzić. Ni to spać ni to leżeć. W telewizji nie ma nic ciekawego. Darcy śpi. Tak, to by chociaż się z nią pobawił.
Minęło dopiero 15 minut a Louis już zaczął się niepokoić o Hazzę.
"Gdzie on jest! Gdzie!" krzyczał w myślach.
Minęło kolejne 15 minut. Loczka nie ma. Louis już coraz bardziej zaczął się denerwować.
W końcu po godzinie Harry zjawił się z powrotem w ich pokoju.
- Harry! Wróciłeś! Nie zostawiłeś mnie! - śmiał się Louis i podbiegł do Harry'ego by go mocno (na prawdę mocno) przytulić.
- O boże! - krzyknął Harry.
- Co boże?! Gdzie boże?! Jest tu jakiś boże?!
- Za mocno ściskasz mnie głupku!
- Oh sorry. - zaśmiał się L. - Gdzie byłeś?
- No bo wiesz... - mówił nawijając jeden ze swoich loczków na palca - bo ktoś musi załatwić coś ze ślubem więc, wszystko jest już zaplanowane! Mam nadzieję że już dzwoniłeś do rodziców? Prawda?
- Tak oczywiście! Harry! Będziesz najlepszym mężem ever! - krzyknął składając lekki pocałunek na policzku Hazzy.
- Wiem Louis.
Subskrybuj:
Posty (Atom)