Jest 19 września, godzina 19.00. Lekarze nadal nie wiedzą jaką podjąć decyzję, aby uratować dziecko Harry'ego i Louisa. Córeczka nadal jest w ciężkim stanie, H. zaś czuje się już o wiele lepiej, ale Louis i tak nie może do niego wejść, gdyż lekarze ciągle muszą obserwować, co się dzieje z dzieckiem.
Tommo mógł jedynie patrzeć przez szybę co dzieje się na sali. Nagle lekarz wyszedł z sali.
- Proszę pana? Może pan tu do mnie na chwilę? - powiedział lekarz.
- Tak dobrze. Proszę mi powiedzieć co z nim, a co z dzieckiem.
- Harry czuje się dobrze i gdyby nie dziecko, mógłby wrócić już do domu.
- Co znaczy że gdyby nie dziecko!?
- Z dzieckiem nadal nie jest dobrze, nie wiem czy je uratujemy...
- No dobrze, ale proszę je spróbować uratować!
- Zrobimy wszystko co w naszej mocy. Dobrze, może pan do niego wejść.
Wtedy Louis wszedł na salę. Podszedł do Hazzy i powiedział:
- I co jak się czujesz?
- Ja się czuję dobrze...Lekarz powiedział ci co z dzieckiem?
- Tak powiedział.
- Ale co powiedział?!
- Wiesz nie chcę cię niepotrzebnie denerwować...
- Powiedz!
- Dobrze. Że jest z nim bardzo źle i nie wiadomo czy je uratują...
- O Jezu... - powiedział Styles i się rozpłakał.
- Nie płacz... Oni zrobią wszystko co jest w ich mocy, na prawdę...
- Tylko tak mówią, nikt im nigdy nie wierzy...
- Ale zobacz, uratowali już tutaj tyle osób...
- To co! Ale jeszcze chyba faceta w ciąży nie ratowali!
- Ale ratowali kobietę, wszystko będzie dobrze.
Minęło około 30 minut. Wtedy na salę wszedł lekarz.
- Przepraszam pana, ale musi pan na chwilę wyjść z sali. - powiedział do Louisa.
- Dobrze, trzymaj się Harry... - szepnął.
Wtedy lekarz sprawdził co z dzieckiem, o dziwo jego stan się znacznie poprawił.
- Widać że z dzieckiem już prawie wszystko dobrze, widzi pan?
Styles nie reaguje.
- Halo! Proszę pana niech się pan obudzi!
- Co? Gdzie co z dzieckiem! - obudził się Styles.
- Z dzieckiem już wszystko dobrze. Jeżeli tak będzie jeszcze przez 2 dni, to będzie pan mógł wyjść do domu.
- Dzięki Bogu... Już myślałem że będzie tylko gorzej...
- Proszę pana, ja coś panu powiem. Zawsze trzeba we wszystkim myśleć pozytywnie. Rozumie pan?
- Tak, rozumiem...
- Zaprosić pana Louisa tutaj?
- Wie pan co? Nie, niech on tutaj nie wchodzi. Chcę być na razie sam...
- Jak pan woli. Dobrze a teraz proszę odpoczywać.
Harry położył się na plecach i zasnął. Louis zaś wyszedł by porozmawiać z Lou.
- Proszę pana, co z dzieckiem?
- Już jest wszystko dobrze. Jak tak będzie jeszcze przez 2 dni to będziecie mogli państwo wrócić już do domu.
- Boże... Nie wiem jak panu dziękować. Mógłbym do niego wejść?
- Pan Styles musi teraz odpoczywać więc w tej chwili nie...
- Dobrze i jeszcze raz panu dziękuję.
- Ależ nie ma za co.
Po krótkiej rozmowie z lekarzem Louis wrócił do domu. Wrócił i od razu poszedł się przespać.
* Następnego dnia *
Jest godz. 10.35. Louis od razu gdy się obudził, pojechał do szpitala.
- Doktorze! Co z Harrym! - krzyknął.
- Niech pan do niego wejdzie i sam zobaczy...
Louis od razu wszedł na salę, gdzie leżał Harold.
- Louis...
- Co się dzieje ?!
- Bo ty...
- Co ja!
- Ty masz córeczkę...
- Na prawdę?!
- Tak... Wiem jak jej damy na imię!
- No to mów!
- Darcy... Zawsze chciałem by moja córka się tak nazywała...
- Dobrze, będzie jak chcesz... A tak w ogóle, to gdzie ona jest?
- Gdzieś na jakiejś sali... Nie mogę się nawet z nią zobaczyć...
- Nie martw się! Na pewno już niedługo ją zobaczysz ... - powiedział Louis, po czym uśmiechnął się.
ty fajnie piszesz pisz szybciutko weno nadejdz !!!hee xd
OdpowiedzUsuń