czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 31

Od autorki: No to 31. Jakiś krótki ten rozdział xd. A tak w ogóle, to czyta to ktoś jeszcze haha. Ale z tego co widziałam w statystykach, to jeszcze 27 wyświetleń, i będzie okrągły 1000 <3 Dziękuuuuuję <3 Coś mi się zdaje że Harry coś mu tam się dzieje haha. Ale w tym rozdziale już wszystko się wyjaśni. Przepraszam, że tak długo nie było tego rozdziału ale jakoś nie mam weny na pisanie... Nie przedłużam, miłego (albo nie xd) czytania.

* Dalsza część, Harry's POV*

No, musiałem go złapać. Co miałem stać i się patrzeć jak pada?
I tak wiedziałem, że mu się nic nie stanie. Oczywiście, że to wiedziałem.
A wracając do tego, co mówił Louis. Okej, piłem. Piłem dzisiaj o 6 rano. Nie spałem w ogóle bo piłem. I dobrze, że piłem. A w ogóle powinno go to obchodzić? Może tak, a może nie.
Ale już mniejsza z tym. Zadzwoniłem po karetkę. Tak wszystkie wyrazy przeciągałem, że głowa mała. Chyba dyspozytor rozpoznał że byłem pijany. Ale przyjechali do nas, wkuwali dla Louisa coś w nadgarstek. Jakąś igłę z płynem. Mnie się nic nie pytali, za to Zayn ciągle odpowiadał.
Zabrali Louisa do szpitala, ale jeszcze nieprzytomnego. Przyglądali się fioletowemu oku.
Tak, ja mu to zrobiłem. Byłem pijany (nie to, że już nie jestem) i mnie wkurzył.
Mówił coś tam o wywiadzie.
O nie. Wywiad. Ja jestem pijany, a Louis leży w szpitalu. Pobiegłem to wszystko powiedzieć Liamowi, który oczywiście nic nie słyszał bo był zajęty swoją kąpielą.

Wpadłem jak szalony do łazienki. Dosłownie, bo nosiło mnie na wszystkie strony.

- Kurwa Harry! - krzyknął Li.
- Zamknij się! Louis jest w szpitalu!
- Że kurwa co?! Louis! Louis! Louis w szpitalu?! - krzyczał - przecież to praktycznie ty zawsze jesteś poszkodowany. - zaśmiał się.
- Liam! Louis jest w szpitalu!
- No to wyjdź stąd kurwa i daj mi się ubrać!

Wyszedłem. Nie byłem zdenerwowany. No może trochę. Ale mimo tego że byłem pijany to się martwiłem. Trochę się martwiłem. Kurwa dla czego ja tak reagowałem. A tak. Wkurwił mnie. A czym? Że nie wyszedł z pokoju. Byłem pijany, i byłem zły. Chciałem być tylko sam.

***

- Harry, gdzie jesteś ! - krzyknął Liam wychodząc z łazienki.
- W przedpokoju! - krzyknąłem. - Pośpiesz się trochę ! - dodałem.

Pośpieszył się. Od razu po moich słowach wpadł do przedpokoju, ubrany w dżinsy, białą koszulę i czarną marynarkę.

- Stary, my jedziemy do szpitala a nie na randkę. - zaśmiałem się.
- Wiesz, zawsze trzeba jakoś wyglądać. Każda okazja jest dobra, aby założyć garnitur. - odparł.
- Dobra, nie gderaj już ale chodź.

Wyszliśmy z domu i podążyliśmy w stronę samochodu. 

- Liam, ty prowadzisz. - powiedziałem.
- A to dlaczego? 
- Bo...no tego..ja jestem... 
- Pijany. Wiedziałem Harold, wiedziałem. - przerwał mi Liam.

Tak jak już ustaliliśmy Liam wsiadł za kierownicę czarnego Mercedesa i pojechaliśmy w stronę Meadow Hospital. To jakieś 20 minut drogi.
Przez ten cały czas siedzieliśmy w milczeniu. Gdyby nie radio, byłaby w tym samochodzie po prostu grobowa cisza. W końcu po 15 minutach jazdy postanowiłem przerwać tę ciszę.

- Liam? Obraziłeś się? - spytałem wstydliwie. No przyznam, wstydziłem się trochę swojego zachowania.
- Nie, a czemu pytasz? - odparł. Na te słowa trochę mi ulżyło.
- Bo nawet się do siebie nie odzywamy... 
- A o czym chcesz rozmawiać? Nie ma o czym. Jaka jest pogoda? - zaśmiał się. Dla mnie nie było jednak do śmiechu.
- No nie wiem...

I po tych słowach znowu zapadła cisza. Na szczęście już dojeżdżaliśmy na miejsce.
Liam powiedział żebym na razie sam poszedł, a on do mnie dojdzie, bo musi coś sprawdzić w samochodzie. W moim samochodzie. 
Nie sprzeciwiałem mu się i od razu pobiegłem do szpitala.

Wpadłem do Meadow Hospital jak szalony co chwilę wpadając na jakieś pielęgniarki.

- Przepraszam, czy przywieziono tutaj Louisa Tomlinsona? - zapytałem jedną z nich.
- Tak, jest tam w sali 216. - mówi pokazując palcem na tamtą salę.

Pobiegłem. Szybko biegłem. Nie zdawałem sobie sprawy, że umiem tak szybko biegać.
Wpadłem do sali 216 jak szalony i zobaczyłem Louisa, który leżał na łóżku tuż przy wejściu.
Na szczęście był przytomny. Leżał na łóżku i bawił się swoją kołdrą.

- Louis ! - podbiegłem do niego, ale za chwilę podszedł do mnie lekarz, oznajmiając:
- Bardzo mi przykro ale nie może pan tu wejść.
- A..ale dlaczego! - syknąłem. No byłem zdenerwowany. Chciałem za to wszystko przeprosić Louisa, bo zachowałem się głupio. Jak jakiś psychiczny chłopak.
- Takie są przepisy, proszę poczekać na zewnątrz. Poinformujemy pana, gdy będzie mógł pan odwiedzić kolegę.
- Chwila ! To nie jest mój kolega! To jest mój mąż, panie doktorze! - krzyczałem na całą salę i wszyscy się na mnie patrzyli. - Bardzo proszę, chociaż pięć minut. Zbawi to pana? - dodałem.
- Przykro mi. - powiedział i odszedł.

Wyszedłem na korytarz. Usiadłem na krzesło wyczekując Liama. Przyszedł po piętnastu minutach.

- Przyszedłeś, nareszcie. - fuknąłem.
- No cześć. A ty czemu nie u Louisa? - zapytał.
- Nie mogę. - wydukałem - nie mogę tam wejść. Powiedzieli, że takie są przepisy. Tak, kurwa wszędzie przepisy.
- Harry przestań, chociaż tutaj się wyrażaj. - powiedział Liam, lekko pochylając się nade mną. Miał rację. Na korytarzu było tyle ludzi, a ja siedziałem i się rugałem. Super po prostu.
- Dobra, sorry. Już nie będę.

Po chwili z sali wyszedł lekarz, kierując się moją stronę.

- Pan Styles? - zapytał na co ja skinąłem głową - Pan Tomlinson chce się z panem zobaczyć.
- Już teraz to dozwolone? - zapytałem ze śmiechem.
- Proszę pana. Idzie pan, czy nie idzie. - powiedział a ja wstałem i poszedłem do sali 216.

- Louis ! - wpadłem rzucając mu się w ramiona, przytulając go. Mocno.
- Cześć Harry... - odpowiedział spokojnym, ale także trochę smutnym głosem. - Cześć, cześć, cześć.
- Nic Ci nie jest? - zapytałem.
- Nie, raczej nic. To tylko zasłabnięcie...
- Boże przepraszam Louis, kochanie, słoneczko... Ja chciałem być sam... Po prostu... I tak. Byłem pijany, boże przepraszam cię boo, za to co się wtedy wydarzyło, proszę wybacz mi, ja Cię kocham... - wręcz błagałem go... Ale wiedziałem że mi wybaczy... To jest cały Louis.
- Ja też Cię kocham, Hazz. - mówił wtulając się w moją szyję. Tęskniłem za tym. Przyznaję. - Tak, wybaczam ci, ale obiecaj mi coś. Nigdy, nigdy, przenigdy więcej tak nie zrobisz i nie będziesz nadużywał alkoholu, tak jak to było dzisiaj z rana, Haroldzie. - dodał.
- Tak, tak. Oczywiście, oczywiście. Wszystko czego zapragniesz kochanie. Kocham Cię Boo.
- Ja Ciebie też kocham, Harry. - powiedział nie wypuszczając mnie z uścisku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz