piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 27

Samolot wzniósł się już na prawdę wysoko. Harry'ego ogarnęło jeszcze większe przerażenie. Był jak małe dziecko, gdy zobaczy potwora. Nie wiedział co będzie dalej, czy nic się nie stanie mu, Louisowi i ich dziecku. H. nie wiedział co myśleć, czy będzie dobrze, czy źle, czy będą jakieś komplikacje, czy nie będzie. A Darcy? Jak to mała dziewczynka. Spała sobie. Louis też już przysypiał. A Harry? Nie wiedział co ma robić. W końcu minęło 30 minut i Harry również zasnął. Jednak nie na długo. Usłyszał głos stewardessy. Szybko zbudził Louisa i mówił:

- Obudź się, mówią coś!

Louis zerwał się z fotela. Nie wiedział co się stało, że Harry go tak gwałtownie zaczął budzić. Wtedy stewardessa kończyła swoją wypowiedź.

- Drodzy pasażerowie, witamy w Los Angeles. Za chwilę lądujemy.

Harry ucieszył się, że to nie było nic poważnego. Myślał że są jakieś komplikacje. Ale na szczęście nic z tych rzeczy. Zaczął bardzo cicho "krzyczeć" ze szczęścia i szarpał Louisa mówiąc:

- Lądujemy, nic nam nie jest Louis!
- I czego ty się tak bałeś no... Dobra chyba już lądujemy. Weź bagaż i nie zapomnij o córce. - zaśmiał się Lou.

Minęły 2 minuty. Louis i Harry wychodzą z samolotu. Harry oczywiście razem z Darcy w nosidełku. Ledwo przecisnęli się przez wyjście, ale w końcu zdołali wyjść.
Wyszli na zewnątrz, odetchnęli świeżym powietrzem, a na lotnisku czekał na nich Zayn, a wraz z nim Liam i Niall. Louis i Harry się ucieszyli. Liam wyglądał na zaskoczonego.

- Yyy, Harry? - zapytał. - czyje to dziecko?
- Moje dziecko. A co?
- Masz dziecko?!
- Tak, mam. - oznajmił z uśmiechem.

Wtedy Louis szturchnął go w ramię.

- Nie żartuję! To dziecko będzie grało główną rolę w teledysku! - krzyknął H.
- Ale nas nabrałeś! - zaśmiał się Li. - Co nie chłopaki?
- T..t..tak. Ha ha ale się uśmieliśmy. - odparli wystraszeni.

Po tym krótkim wspólnym dialogu chłopcy udali się do hotelu, gdzie mieli zamieszkać na czas kręcenia teledysku.
Hotel był jak w marzeniach. Telewizor prawie 60 calowy. Duże łóżko, cała szafka słodyczy i innego jedzenia. Można było zamówić sobie własną obsługę. Duży basen, jaccuzzi i sauna. Pokój oraz specjalnie wybudowany brodzik, dla dzieci oczywiście. Harry był zachwycony, Louis trochę mniej, a Darcy? Darcy nie mogła oderwać wzroku od szafki ze słodyczami.
Harry zaczął się rozpakowywać. Louis poszedł na recepcję.

- I co? Widzisz. Taka mała a już taka gwiazda - szepnął Harry do Darcy.
Darcy tylko popatrzyła się na "mamusię" i uśmiechnęła się lekko. Potem z powrotem swój wzrok zwróciła ku swojej nowej zabawce.
Minęło około 10 minut. Louis wrócił już do pokoju. Wzruszył się odrobinę, patrząc jak Harry bawi się nową zabaweczką razem z ich córką.

- Ale słodko razem wyglądacie... - zaśmiał się.
Harry tylko odwrócił do niego głowę uśmiechając się szeroko. Louis podszedł do nich powoli przytulając się do Hazzy.

- Dobrze, że tu jesteś - szepnął do ucha H. Lou. - Ale teraz posłuchaj mnie uważnie. Mam propozycję.
- Um no dobrze. Jaką? - zaciekawił się Harry.
- Posłuchaj. Doszedłem do wniosku, że po co czekać do ślubu aż będziemy z powrotem w Anglii. Nie chciałem sam tego ustalać ale pomyślałem nad tym, by wziąć ślub tutaj.
- Oszalałeś?! - krzyknął Harry.
- Wiedziałem że tak będzie.
- I co jak byśmy powiedzieli o tym Liamowi?! Przecież on jeszcze nic o nas nie wie! - syknął H.
- T..t..tak w zasadzie to on już wie... - spuścił głowę Lou.
- Że co? Kto mu o tym powiedział?
- No wiesz. Nie chciałem już tego ukrywać. Sam go o tym poinformowałem.
- I co on na to?
- Życzył nam szczęścia - zaśmiał się Louis.
- A co z rodziną? Mam na myśli twoich rodziców itp.
- A co z twoimi rodzicami? - rozszerzył oczy Louis.
- Ja już nie mam rodziców.
- Harry co ty wygadujesz. Przestań tak mówić. - krzyknął Louis.
- A co może kłamię? Ojciec? Ojca nie ma. Matka? Co jeszcze może swojego brata mam zaprosić?! Chyba raczej podziękuję.
- A Gemma?
- Gemma nie przyjedzie.
- Czemu tak sądzisz? - zaciekawił się Louis.
- Straszna kłótnia. Ona mnie już nienawidzi. Nie mam po co dzwonić. Za to ty zaproś swoich rodziców. Oni na pewno się zgodzą. - lekko uśmiechnął się Harry.
- Skoro tak mówisz...- spuścił głowę - Ale chwila. Kiedy będzie ten ślub? - dodał.

Harry wytrzeszczył oczy. Nie mieli jeszcze nic zaplanowanego. Nawet nie znają się zbyt dobrze na tym mieście, a oni już chcą robić wesele. Nikogo tu jeszcze nie znają.

-W...w..wiesz. Wtedy gdy przyjedzie twoja rodzina!
- To to i ja wiem Harry. Ja mówię poważnie.
- Ja też! Zaproś ich! Niech przyjadą za... um... tydzień!
- Ale musimy jeszcze zarezerwować i księdza i salę. Harry...
- Wiem! Mam pomysł! Zajmę się wszystkim! Ty dzwoń do rodziców.
- Jak chcesz. - kiwnął głową Louis.

Harry powoli wstał z łóżka by nie obudzić Darcy ( która już oczywiście musiała zasnąć) .

- Chwila chłoptasiu. Dokąd się wybierasz? - zaśmiał się L..
- A nie powiem. Muszę coś załatwić. Ważnego. Bardzo ważnego. Na prawdę.
- Tajemnica rozumiem?
- Oczywiście że tak. Wszyscy mogą się o niej dowiedzieć. Oprócz Ciebie. - szeroko uśmiechnął się Loczek.
- Aha. Więc o to chodzi. Dobra to idź już, ale tym razem masz uważać na siebie. Nigdy nie byłem jeszcze w szpitalu poza Anglią i nie mam zamiaru go odwiedzać.
- Postaram się być ostrożny. Do zobaczenia BooBear!
- Żegnaj Harry. Już tęsknię. Nie odchodź ode mnie. Błagam! - śmiał się Louis.
- Zobaczymy zobaczymy. Dobra spadam. Cześć.

Harry wyszedł z apartamentu, a Louis zaczął już powoli się nudzić. Ni to spać ni to leżeć. W telewizji nie ma nic ciekawego. Darcy śpi. Tak, to by chociaż się z nią pobawił.
Minęło dopiero 15 minut a Louis już zaczął się niepokoić o Hazzę.
"Gdzie on jest! Gdzie!" krzyczał w myślach.
Minęło kolejne 15 minut. Loczka nie ma. Louis już coraz bardziej zaczął się denerwować.
W końcu po godzinie Harry zjawił się z powrotem w ich pokoju.

- Harry! Wróciłeś! Nie zostawiłeś mnie! - śmiał się Louis i podbiegł do Harry'ego by go mocno (na prawdę mocno) przytulić.
- O boże! - krzyknął Harry.
- Co boże?! Gdzie boże?! Jest tu jakiś boże?!
- Za mocno ściskasz mnie głupku!
- Oh sorry. - zaśmiał się L. - Gdzie byłeś?
- No bo wiesz... - mówił nawijając jeden ze swoich loczków na palca - bo ktoś musi załatwić coś ze ślubem więc, wszystko jest już zaplanowane! Mam nadzieję że już dzwoniłeś do rodziców? Prawda?
- Tak oczywiście! Harry! Będziesz najlepszym mężem ever! - krzyknął składając lekki pocałunek na policzku Hazzy.
- Wiem Louis.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz