piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 29

Od autorki: No trochę będzie się działo w tym rozdziale. Tamten słaby jak wszystkie ale cóż, co mam robić prawda? Cóż, raz się żyje. Mam nadzieję że dacie mi trochę motywacji c: Byłoby miło :) To chyba na tyle nie będę przedłużać. Love ya :*

Ostrzeżenie: W tym opowiadaniu znajdują się sceny miłości homoseksualnej, oraz przemocy seksualnej. Jeżeli masz słabe nerwy, nie czytaj tych fragmentów.


Louis był zachwycony tym, że już za parę minut on i Harry będą oficjalnie małżeństwem. Nie mógł uwierzyć. Zebrało się dużo gości. W tym Mama, tata siostry, dziadkowie, wujostwo, kuzynostwo i ogólnie prawie cała rodzina Louisa.
Harry nie zobaczył nikogo ze swojej rodziny. Zrobiło mu się trochę przykro.
Nawet bardzo. Z Louisa rodziny było bardzo dużo osób, a od niego "nikogo".
Wtedy coś zobaczył.
Jakby jego mama, Gemma i jego ojczym stali w bramie.
Myślał że mu się wydawało. Przetarł oczy ale to oni tam stali.
Harry nie chciał do nich podejść.
Nie po tym co między nimi zaszło.
Wtedy Louis poszedł do ołtarza.
Do Harry'ego dołączył tata Louisa.
Niezręczna sytuacja. Przynajmniej dla niego.
Ale tak już jest na każdym ślubie.
Harry doszedł już do Louisa.
Stanął naprzeciwko niego i patrzyli sobie głęboko w oczy.
Lottie przyniosła obrączki.
Rozpoczęli wymawianie przysięgi.

- Ja Louis William Tomlinson, ślubuję tobie miłość, wierność. Będę cię zawsze kochał całym sercem. Nigdy cię nie opuszczę aż do śmierci, kochanie. - łzy napłynęły mu do oczu, gdy zakładał obrączkę na palec Harry'ego.

- Ja Harry Edward Styles, ślubuję Ci...- ni dokończył gdyż usłyszał jakiś strzał. Zaczął się rozglądać ( jak wszyscy inni goście) wokół siebie. Usłyszał tylko głos jakiegoś mężczyzny.

- Nikt nie będzie tutaj niczego ślubował! A szczególnie ty Harry! - krzyczał wyciągając pistolet w kierunku H.
- Skąd znasz moje imię!
- Co nie pamiętasz jak się jeszcze ze mną pieprzyłeś?! Miałeś wtedy 15 lat!
- Nick?!
- Co, chcesz powtórki z rozrywki?! - powiedział Nick i podszedł do Harry'ego chwytając go za gardło i grożąc mu pistoletem.
Louis zamarł. Nie wiedział co się stanie. Goście również byli w szoku. Anne i Gemma szczególnie.

- Nie zrobisz tego. - sapnął Harry.
- A chcesz się założyć?! - krzyknął Nick i wymierzył mu cios w brzuch. Był na prawdę ostry, gdyż chłopak aż upadł na ziemię i łzy zaczęły spływać mu po policzkach.- A ty! - powiedział pokazując palcem na Louisa - masz wszystkich stąd wygonić. Bo jak nie to zabiję, najpierw jego, a potem ciebie, zrozumiałeś?!
- Tak, zrozumiałem. - skinął przerażony głową. - Drodzy goście, proszę wyjść stąd, proszę przejść do sali gdzie miało odbyć się wesele. Tam proszę czekać.
Goście natychmiastowo się rozeszli. Louis też miał iść ale Nick kazał mu zostać. W przeciwnym razie wiedział co się stanie.
- Słuchaj gówniarzu, najpierw chciałeś żebym cię pieprzył a teraz się żenisz z tym pedałem?! - krzyczał Nick.
- On nie jest pedałem! Sam dałeś mi jakieś prochy na pieprzenie a potem się czepiałeś że cię plecy bolą! Jesteś pieprzonym dupkiem!
- Słuchaj ty pedale mały, nie wolno tak mówić do wujka Nicka, chyba że chcesz coś innego...- powiedział cicho i zaczął powoli zbliżać swoją twarz, to twarzy Harry'ego. Jednak ten go od razu odepchnął.
- Odsuń się ty gwałcicielu!
- Coś ty powiedział? Ktoś tu się buntuje, och kochany. Niegrzeczny z ciebie chłopaczek. - powiedział i zaczął powoli zdejmować pasek od spodni Harry'ego. Harry zaczął się wiercić, przeklinać gdy Nick powoli zaczął zdejmować mu spodnie.
Louis nie mógł już wytrzymać tego widoku, jak jego "mąż" cierpi.
- Puść go ty pedofilu! - krzyknął.
- Ooh. Następny buntownik do kolekcji! To się dobrze składa! Chodź tutaj, chodź!
- Jeszcze czego! Masz go puścić!
- Jaki groźny, lubię takich... Chodź do nas chodź, nic ci nie będzie, spokojnie.
- Puść go.
- Bo co mi zrobisz? Zabijesz mnie? Powodzenia.- powiedział i wycelował pistoletem w Louisa.
- A żebyś wiedział.
- Louis...- westchnął Harry. - zostaw już go. On jest na prawdę groźny. Proszę cię. Zostaw go.
- Nie pozwolę żeby ktokolwiek krzywdził mojego loczka. Nikt i nigdy.
- Louis proszę!
- Nie proś.
- Louis jesteśmy z tobą. - powiedział Zayn, Liam i Niall. Louis odwrócił się do nich i uśmiechnął się niepewnie.
- No chodź tu do nas, ale najpierw, odłóż spluwę. Żeby było fair.
- A dlaczego miałoby być fair? - zapytał sarkastycznie Nick.
- Poddajesz się? - spytał Niall.
- Ależ skąd. Dobra, zgoda. Odłożę spluwę.

Wtedy rozpoczęła się walka na słowa. Rzucano różne przekleństwa, Harry aż nie chciał tego słuchać. Potem rozpoczęła się walka fizyczna. Louis, Niall, Liam i Zayn kontra Nick.
Harry nie mógł na to patrzeć. Postanowił wstać.
Ledwo podniósł się na nogi ale podszedł do Nicka, by zaatakować go od tyłu.
Jednak nie udało mu się tego zrobić.
Chciał już walnąć go w plecy jednak on złapał go za rękę, wykręcił ją z całej siły, a Harry jęknął bardzo głośno. Na prawdę. Potem kopnął go w tzw, "czułe miejsce" na co H. zaczął już zwijać się z bólu. Następnie zaczął bić jego twarz. Pięściami, z liścia, czym tylko się dało. Chłopak był już strasznie wyczerpany. Już prawie stracił przytomność, ale Nick wymierzył mu ostatni cios. Z całej siły kopnął go w plecy, na skutek czego, chłopak stracił przytomność. Nick uciekł zostawiając zespół sam.

- Boże Harry! - krzyknął Louis i natychmiast podbiegł do loczka. - boże... co on Ci zrobił... Harry odezwij się proszę... Harry - skończył i spuścił głowę. Z jego oczu zaczęły wypływać łzy...
- Wiesz co Louis? Może lepiej sprawdzimy czy on w ogóle żyje... - westchnął Liam.
- Czy żyje?! - krzyknął Lou.
- Wiesz. Po takich ciosach jakich zadał mu Nick, to raczej marne 10% osób może przeżyć. Mógł uszkodzić i kręgosłup i tyle narządów wewnętrznych, że na prawdę.
- Jezu...Boże...Dlaczego on! Dlaczego zawsze on musi tak cierpieć... - rozpłakał się Tommo. Na prawdę mocno płakał. Był tak roztrzęsiony że nie mógł złapać oddechu.
Wszystkim do oczu napływały łzy.
- Harry... Obudź się proszę... Proszę Harry! - zaczął trząść Harrym w tą i z powrotem.
- Auć! Moja ręka! - syknął znajomy głos. To był Harry.
- Boże Harry, ty żyjesz! - krzyknął Louis.
- Chyba. Nie wiem. Nie jestem pewien. Ręka mnie boli, i twarz, i krocze, i plecy i ogólnie cały jestem obolały...
- Kochanie... To dlatego że Nick cię pobił...
- Co? Jaki Nick?! - krzyknął zdenerwowany i próbował zerwać się z trawy lecz nie dał rady. - Auć!
- Kochanie spokojnie. Połóż się kotku dobrze? A ja ci wszystko wyjaśnię. Chłopaki możecie zostawić nas samych?
- Jasne.
- Kochanie. To ten Nick Grimshaw. Pieprzyłeś się z nim jak miałeś 15 lat. Kojarzysz?
- O boże... To znowu on... On jest psychiczny. Na prawdę. Dał mi jakiś proszek na pieprzenie, Louis wybacz mi proszę... Błagam...
- Kochanie, nie mam Ci czego wybaczać! Wiesz... Jesteśmy już małżeństwem...
- Ja mam obrączkę, ale ty nie masz...

Louis uśmiechnął się lekko. Wyjął z kieszeni obrączkę i podał ją Harry'emu.
- Proszę. Teraz nałóż mi ją na palec.

Harry zrobił to co powiedział mu Louis.

- Kocham cię Louis...- szepnął.
- Ja Ciebie też kochanie... - odpowiedział Louis i złączył ich usta w pocałunku. Długim pocałunku.
A tej całej sytuacji przyglądali się wszyscy zaproszeni goście.
Wszyscy bez wyjątku.
Nawet ojczym Harry'ego się odrobinę wzruszył.

- Oooooo - powiedzieli wszyscy zaproszeni.
- No co...- odparł z lekkim uśmieszkiem loczek.

Potem podeszła do nich mama Harry'ego. Nie wiedziała jak to zrobić więc nie owijając w bawełnę powiedziała:

- Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia kochani. Tobie synku szczególnie. Strasznie jesteś poobijany i powinien cię zobaczyć lekarz, ale poza tym to jesteś prześliczny. Dobrze że trafiłeś na Louisa, a ty Louis, bądź dla niego dobry.
- Dobrze pani Styles. Obiecuję.
- Proszę mów mi mamo. - uśmiechnęła się kobieta. - chyba że się nie zgadzasz Harry?
- Ugh...- sapnął. - Zgadzam się. Oczywiście że się zgadzam.

2 komentarze:

  1. Szczerze, to rozbawiły mnie te "środki na pieprzenie" xd ale rozdział ogółem fajny. Życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Oleną <3 ale te ff tak mnie oczarowało i wgl *.* oomon czekam na dalsze rozdziały

    OdpowiedzUsuń