Od autorki: Przepraszam was że aż tak długo pisałam 27 rozdział, ale sami wiecie. Szkoła się zaczęła pora wziąć się do roboty! Mam nadzieję że mi wybaczycie <3 Kocham :* x.
Ostrzeżenie: W opowiadaniu znajdują się sceny miłości homoseksualnej oraz sceny +18. Jeżeli masz słabe nerwy nie czytaj o tych scenach. W tym rozdziale ich nie ma aczkolwiek będą w następnych.
*Perspektywa Harry'ego*
Od samego rana trwają przygotowania do ślubu. Nie mogę uwierzyć że to już dzisiaj. To dzisiaj ja i Louis oficjalnie będziemy razem. Oficjalnie! Tak już bardzo oficjalnie! Nie wierzę, że to dzieje się na prawdę. Rodzice Louisa już tutaj są. Ode mnie z rodziny nie ma nikogo. Tak przynajmniej sądzę, bo nikogo nie widziałem - jeszcze.
Wszyscy biegają w tą i z powrotem i tylko z tekstami: "tylko nie pobrudź spodni!" "nie upaćkaj się niczym!" "nie rozwal włosów!"
Boże, to takie wkurzające. Wszyscy mówią Ci co masz robić.
Nienawidzę takiego zachowania.
Oni chyba tego nie wiedzą.
Ciekawe czy Louisa też tak ganiają.
Poszedłbym sprawdzić, ale oczywiście zamknęły moje drzwi i nie mogę wyjść.
Klucza nie mam, zamka od środka też nie posiadam.
Brawo dla nich.
Po prostu super.
Tylko słychać jak walą stopami o podłogę.
Aż się cała trzęsie.
Jezu! Nie bolą im te nogi?!
A co jeśli będę głodny? I tak nie pozwolą mi zjeść bo co? Bo na weselu się najem.
A co jeżeli będę potrzebował kibla?! Ach przepraszam do toalety. To nie nie pójdę bo sobie spodnie ubrudzę.
Jezu, jezu jezu! Gdybym wiedział że tak będzie, to na pewno bym się nie zgodził żeby oni tutaj przyjechali.
Wkurzyłem się. I to ostro.
- Louis! Louis! Pomocy! Help! - krzyczałem a zarazem śmiałem się cicho.
- Jezu Harry! Kochanie gdzie jesteś?! - krzyczał.
- W sy..sy..sy...- nie dokończyłem i zacząłem udawać że straciłem przytomność. Tak żeby wiecie, zaniepokoili się trochę o mnie.
- Harry!!! - krzyczał że myślałem że zedrze gardło. Matko, nie wiedziałem że on jest aż taki głośny!
Pobiegłem i stanąłem tylko w kącie pokoju. Usłyszałem tylko jak ktoś szarpie za klamkę, a potem wali w drzwi. Gdy usłyszałem że ktoś wkłada zamek do drzwi podszedłem trochę bliżej. Drzwi zaczęły się otwierać. Stanął w nich Louis oczywiście.
- A ty! - krzyknąłem przyciągając garnitur Louiego do siebie.
- Jezu Harry nic nie jest?! - krzyczał, a ja się tylko śmiałem.
- Yyy no nie jak widzisz. A coś ty taki zdziwiony?
- Harry. Przesadziłeś. Ja się dobijałem a ty mnie tutaj kurwa żartujesz?!
- Louis. Przed ślubem się nie rugamy! Nie wolno!
- Przestań dzieciaku.
- Dzieciaku?! - krzyknąłem.
- Mój dzieciaku.
- Twój?
- Mój.
- Na pewno? - kłóciłem się ( powiedzmy że to była kłótnia)
- Nie na niby. - odpowiedział.
- No skoro tak uważasz...- odwróciłem się i chciałem już iść w stronę łóżka ale coś mnie chwyciło za ramię.
- Żartuję chodź tu do mnie, no chodź. - no dobra. Podszedłem. Pocałował mnie w usta. Krótko. Za krótko jak dla mnie. Wolę takie dłuższe ale dobre i to.
- Kochanie. To jak gotowy? - zapytał mnie. Ja skinąłem głową pokazując mu że tak.
- Oczywiście. Jestem gotowy już odkąd zaczęliśmy być razem.
- Ohh nie bądź ty już taki... wiesz jaki.
- Tsaa. Wiem. Cholera spóźnimy się!
- Dobra idź się ubierz, ja będę powoli schodził.
Boże. To już za parę godzin ( na prawdę nie dużo) będziemy małżeństwem.
Nie wierzę.
Tak strasznie się cieszę.
Mam nadzieję że on też.
Mam nadzieję.
*Dalsza część ale już w perspektywie Louisa*
Słyszałem tylko jak jeszcze Harry biega na dole i krzyczy "Jakie buty! Gdzie te buty!"
To było śmieszne.
Bardzo śmieszne.
On miał taki jakiś głos.
Inny. Może to ze zdenerwowania?
Nie wiem sam już.
Ale pewnie tak.
W sumie to ja też jestem zestresowany.
A co jeżeli zapomnę co mam powiedzieć? Ale będzie wtopa.
A jak będę szedł do ołtarza i spadną mi spodnie? Wtedy to już w ogóle.
Boże denerwuję się.
Przyjechaliśmy tu żeby kręcić teledysk a bierzemy ślub.
Trudno. Takie życie.
Boże wszędzie krzyczą, Louis Louis nie zapomniałeś o tym, albo o tym.
I to samo z Harrym. Matko jaka męczarnia.
Jeszcze trochę a zwariujemy.
I on i ja.
-Harry!!! - krzyknąłem.
- Kochanie! Jestem jeszcze w domu!!
- Dobrze wiedzieć! Myślałem że do schroniska poszedłeś psy nakarmić.
Wtedy do pokoju wszedł Harry. Parę loczków spadało mu na czoło. Louisowi to nie przeszkadzało. Podobał mu się Harry w takim wydaniu.
- A chciałbyś żebym to zrobił? - zaśmiał się H.
- Jeżeli miałbyś na to ochotę to bym Ci chyba nie zabraniał.
- A co jeżeli teraz bym poszedł?
- To byś nie zdążył na ślub. Ups. Widzisz? Takie życie Haroldzie.
- No w sumie... Ile zostało nam jeszcze czasu? - zapytał.
- Eee. Godzina. - powiedziałem spoglądając na zegarek.
- To mało czasu! Przygotuj się kochanie, dobrze? - popatrzył się na mnie i zrobił oczy jak ten kot ze Shreka. Brr aż mnie ciarki przeszły. Nigdy nie widziałem go w takim wydaniu. Podobało mi się to.
- Postaram się wypaść jak najlepiej panie Styles. - powiedziałem "poważnie".
- Dobrze panie Tomlinson. A teraz nich założy pan buty i proszę za mną.
Bez wahania założyłem buty ( oczywiście te które miałem założyć na ślub) i wyszedłem za "panem Stylesem".
Poprowadził mnie do samochodu. Zawiózł mnie tam, gdzie miał się odbyć ślub.
- Harry? - zapytałem.
- Witaj na swoim ślubie kochanie. - powiedział spokojnym głosem po czym złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz