Harry wrócił już do domu.
Tam zastał Louisa płaczącego w jego poduszkę.
- Louis. Co się dzieje?- spytał H.
- Bo ty, już mnie nie kochasz...
- Ależ skąd te przypuszczenia...
- Wtedy jak zacząłeś na mnie krzyczeć... To było takie uczucie, jakbyś ze mną zrywał...
- Kochanie... byłem po prostu zdenerwowany! Nadal cię kocham!
- Na prawdę? - wydusił z siebie Louis.
- Na prawdę, kotku!
I poszli razem do łóżka.
Jest godzina 1.30 w nocy. Harry i Louis śpią. Do ich drzwi puka jakiś nieznajomy mężczyzna. Żaden z nich nie otworzył.
- Harry, a może otwórz mu co? - szepnął Louis.
- No weź , a jak to jakiś bandyta?
- W sumie racja, nie wiadomo kto to może być. Przecież oglądałeś wiadomości prawda?
- Prawda prawda. Popuka i pójdzie.
- Właśnie.
Nieznajomy stukał i dzwonił do drzwi jeszcze przez pół godziny.
- Louis?
- Tak?
- Poszedł już?
- Nie wiem. Prawdopodobnie tak.
- To może pójdę sprawdzić?
- Jak chcesz. Pójść z tobą?
- Nie trzeba, poradzę sobie.
- Dobrze, tylko wracaj szybko.
Harry zszedł na dół, aby sprawdzić czy nikogo nie ma.
- Louis! Chodź tu szybko! - krzyknął loczek.
- Co się stało, matko boska!
- Widzisz tamten samochód? - pokazuje H.
- No widzę i co?
- Widziałem ten samochód już nie raz pod naszym domem.
- Hmmmm...
- Ktoś się tu kręci... Ale kto.
- Właśnie...
- A może lepiej zadzwonić na policję?
- Poczekaj, poczekaj. Zobaczymy co będzie jutro.
- Dobrze, ale obiecaj mi, że jakby co to od razu dzwonimy na policję. Obiecujesz?
- Oczywiście, że tak. Oczywiście.
Po tej rozmowie z powrotem wrócili do sypialni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz